Wisz i Jaga – Ostrów Lednicki, Biskupin

Smerda z dala już starca zobaczył, odwrócił się do swoich, dał im znak: drużyna się rozstąpiła, rozbiegła i poczęła zagrodę otaczać ze wszech stron, jakby się obawiała, aby z niej się kto ucieczką nie ratował. Dowodzący samoczwart podjechał bliżej, bezpiecznie, nie spodziewając się wcale, aby tu nań oczekiwano… Sambora ucieczka nie została dostrzeżona. Wisz ciągle stał we wrotach z głową podniesioną oczekując bez trwogi zaczepki. Zdawał się bezbronnym, co Smerdę też ośmielało. Drwiąco począł się uśmiechać kneziowski sługa patrząc na niego.

      • A ja znowu do was w gości! – zawołał z dala – toście mi powinni być radzi…
      • Jam zawsze gościom rad – odparł Wisz spokojnie.

Przypomniałem we wstępie fragment tekstu ze „Starej Baśni” Józefa Ignacego Kraszewskiego nie bez kozery. Wszystko to za sprawą Zarządu Stowarzyszenia ” Kaźmierz”, które zorganizowało rodzinne spotkanie właśnie z Wiszem i Jagą w tle. Stało się to w niedzielę 6 września b/r. W tym dniu mimo niezbyt zachęcającej pogody. o godz. 8:00 z Rynku w Kaźmierzu wyruszył autokar wypełniony rodzinami, które skorzystały z zaproszenia, by pojechać w rzeczone odwiedziny. Przewodnikiem eskapady był prezes stowarzyszenia pan Andrzej Pawłowski i muszę przyznać, że z tej funkcji spisał się super! Zasypywał wycieczkowiczów wielką ilością informacji i ciekawostek opowiadając o powieści oraz o ludziach i miejscach, które mijaliśmy po drodze wiodącej nas na Lednicę i do Biskupina. Realizując program p. Andrzej nawiązywał również w swych wypowiedziach do hasła wycieczki tj. – „Na haju nie jadę!”. Przypominając nasze historyczne postaci, miejsca i wydarzenia obnażał jednocześnie naszych antenatów i porównywał ich nawyki i zachowania do naszych czasów. Uzmysławiał słuchaczom, że złe zachowania, popadanie w nałogi z wykorzystywaniem różnego rodzaju używek ma miejsce od zarania i tylko od naszej woli i naszego ego zależy, jak sobie z nimi radzimy i czy w ogóle jesteśmy w stanie nad nimi zapanować. Szczególnie jest to ważne w przypadku najmłodszego pokolenia. Wszak to od ich postawy i zachowań zależy przyszłość – tak, jak w tamtych historycznych odniesieniach, które mieliśmy możność sobie przypomnieć i na nowo przyswoić. W programie wyjazdu oprócz warsztatów na temat używek (dopalacze, narkotyki, alkohol) zaplanowane były również zabawy i konkursy rodzinne. Niestety nie udało się ich przeprowadzić ze względu na deszczową i zimną aurę. Na szczęście „kiepska pogoda” owszem – nieco zepsuła plany ale nie przeszkodziła w zwiedzaniu zarówno skansenu archeologicznego na Ostrowie Lednickim jak również obiektów w Biskupinie.

Ostrów Lednicki, gdzie w 1969 roku utworzono rezerwat archeologiczny, z czasem przekształcony w Muzeum Początków Państwa Polskiego, a następnie w Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy był naszym pierwszym punktem „wędrówki w czasie”. O doniosłości i prestiżu tego miejsca niech świadczy fakt, iż został on zaliczony w poczet Pomników Historii Państwa Polskiego – tak więc, jest naszym narodowym sanktuarium czasów powstania nowożytnej ojczyzny. Tu przypomnieliśmy sobie ze szkolnych wycieczek i zwiedziliśmy najstarsze relikty architektury wczesnego średniowiecza natomiast w obrębie dawnego podgrodzia obejrzeliśmy odtworzone elementy drewnianej zabudowy z czasu X-XII wieku oraz fragmenty przyczółków przepraw wodnych traktów prowadzących do Gniezna i Poznania. Niestety nie udało się nam usłyszeć dźwięku najnowszego elementu zamontowanego w tym miejscu tj. dzwonu ,,Mieszko i Dobrawa”. Jest on pierwszym dzwonem o tej nazwie w Polsce a odlany został w pracowni ludwisarskiej Jana Felczyńskiego w Przemyślu. Oficjalnie pierwszy raz ma on w pełnej krasie zabrzmieć 14 kwietnia 2016 roku, podczas uroczystości 1050 – rocznicy Chrztu Polski. Oczywiście na wyspę i z powrotem popłynęliśmy specjalnym promem, który stał się również kanwą do wspomnień o jego pierwszej wersji napędzanej siłą ludzkich rąk poprzez linę rozpostartą między brzegami.

Po krótkim odpoczynku i przerwie na przysłowiową „kawkę” ruszyliśmy w kierunku Biskupina, który był naszym kolejnym punktem na trasie. Wizytę zaczęliśmy od odwiedzenia CENTRUM OBSŁUGI RUCHU TURYSTYCZNEGO, gdzie oprócz nabycia biletów kto chciał dokonał zakupu pamiątek lub publikacji książkowych. Tu również można min. wypożyczyć audio przewodniki, skorzystać z informacji lub obejrzeć film dotyczący rezerwatu archeologicznego. Z uwagi na deszcz, który się w tym momencie nasilił oraz w oczekiwaniu na przewodniczkę, co bardziej wygłodniali turyści skorzystali również z usług gastronomicznych, jakie oferowane są w okolicznych sklepikach i budkach. Na szczęście aura się poprawiła dzięki czemu ruszyliśmy poprzez BRAMĘ GŁÓWNĄ i mostek zbudowany nad torami kolejki wąskotorowej na nasze drugie spotkanie z historią. Pani przewodnik wskazywała nam kierunek trasy opowiadając przy tym o miejscu i eksponatach tu zgromadzonych. I z podziwu nie można było się wyzwolić a w myślach kłębił się motyw – „jak ten Biskupin się nam rozrósł”.

Pierwszym obiektem do którego się udaliśmy była rekonstrukcja tzw. „długiego domu”. Nieopodal znajduje się podobny obiekt we wnętrzu którego zobaczyliśmy wystawę – „Epoka pierwszych rolników”. I tu niespodzianka – na planszach wystawienniczych zobaczyliśmy nasze „Kaźmierskie wołki”. W dalszej części wędrówki mijaliśmy rekonstrukcje poletek uprawnych, oczko wodne, zwane od dawien dawna „źródełkiem”, rekonstrukcję wioski wczesnopiastowskiej oraz nowy pawilon MUZEALNY, gdzie obejrzeliśmy stałą wystawę poświęconą badaniom wykopaliskowym prowadzonym w tej okolicy a zatytułowaną – „Świt historii nad Jeziorem Biskupińskim”. Następnie dotarliśmy do słynnego na całym świecie stanowiska archeologicznego, znanego chyba każdemu polakowi czyli do OSIEDLA OBRONNEGO LUDNOŚCI KULTURY ŁUŻYCKIEJ, które zwane jest również „polskimi Pompejami”. Tu wchodząc przez wiernie odtworzone wrota grodu znaleźliśmy się na prastarej drewnianej ulicy pomiędzy dwoma rzędami domostw. Zwiedziliśmy ich wnętrza, izby i zakamarki i poprzez „plac wiecowy” i przystań udaliśmy się w kierunku obozowiska łowców mezolitycznych, gdzie w malowniczo położonych szałasach chętnie robiliśmy sobie pamiątkowe fotografie.

W końcu dotarliśmy do miejsca naszej wyznaczonej wizyty czyli do zagrody, gdzie zamieszkiwali Wisz i Jaga wraz ze swoją rodziną. Oczywiście do spotkania z w/w postaciami nie doszło, gdyż jak wszyscy zapewne wiedzą są to bohaterowie książkowi „Starej Baśni”. Skąd więc pomysł na to miejsce i przypomnienie tych osób? Otóż skansen archeologiczny w Biskupinie stanowił również plan filmowy dla kilku realizacji kinematograficznych. Kręcono tu ujęcia filmów Jerzego Hoffmanna tj. do „Ogniem i mieczem” oraz właśnie do filmu opartego na książkowej wersji a noszącego tytuł – „Stara baśń – kiedy słońce było bogiem. Z tej racji dla potrzeb filmu wybudowano tu rekonstrukcje dawnych budowli, jakie przewijają się na kartach powieści. Z tego przedsięwzięcia pozostała w Biskupinie zagroda Wisza i Jagi i stała się ona pretekstem i tytułem naszej wyprawy. Dodam tylko, że placek, jaki pozostawiła nam na powitanie gospodyni smakował po tak wyczerpującej trasie wybornie!

tekst: R. Kaczmarek

foto: T. Kubiak i R. Kaczmarek

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*